• Wpisów:40
  • Średnio co: 68 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 00:38
  • Licznik odwiedzin:26 287 / 2810 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Fajnie się słuchało Margaret przez otwarte okno
 

 
Zawsze uważałam, że nie wolno kusić losu. Nadal tak uważam, jednak coś popycha mnie by zbliżyć się do tej cienkiej granicy ekscytacji, jednak w towarzystwie przeraźliwie znajomego już smutku, który przecież nie ma racji bytu ale poprzez swą ludzką słabość tak łatwo jest się mu poddać. Podporządkować to co ważne tak błahym sprawom i nie chcieć zastanawiać się nad tym wszystkim. Już wystarczy.
  • awatar moontree: @gość: Duszący to zapach.
  • awatar Gość: takie podejście pachnie rychłą śmiercią
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Znowu na nocne rozpisywanie mnie wzięło. Najpierw dopisałam kilka linijek czegoś co zaczęłam pisać X miesięcy temu. Eh, idzie jak krew z nosa mimo, że nie jest zbyt wymagające. Ma być do poczytania na luzie + zdjęcia ale mniejsza o to, tutaj i tak nigdy tego nie wstawię

Widzę, że w poprzednim wpisie psioczyłam na poprzednią pracę. Zrobiłam jak pisałam, zwolniłam się z tej zasranej firmy. Miałam trochę przerwy, później dorywczo opiekowałam się dzieckiem a od mniej więcej początku tego miesiąca mam już nową pracę. Na razie na 3 miesiące ale z tego co słyszę i czuję w kościach zostanę na dłużej. Ale cicho, nie wolno zapeszać bo naprawdę jest dobrze.

Tak poza tym to bywa różnie. Właściwie nigdy nie pisałam tutaj o pewnych sprawach które są jednak bardzo istotne. Przynajmniej w moim odczuciu są. Jakoś tak nie onieśmiela mnie pisanie tutaj na blogu, w internecie jak mówienie o tym wprost. Ale to chyba nie jest niczym niezrozumiałym, tutaj możesz pisać, zastanawiać się co i jak chcesz przekazać. Z drugiej strony możesz mieć gdzieś jak zostaniesz odebrany, bo przecież nie piszesz do konkretnej osoby. Bardziej do ogółu. Albo do siebie. Ogół brzmi fajnie.
Możesz zostawiać niedopowiedzenia i nie zobaczysz czyjejś wykrzywionej miny. Jak do kogoś dotrzesz to ok, możliwe, że da Ci znać i czasem nawet możesz liczyć na ciekawą rozmowę. Jak do nikogo nie dotrzesz, trudno. Nawet się nie dowiesz kim ten ktoś był.
 

 
Mam dosyć tej posranej - i tu nazwa miejsca pracy-. Dosyć wiecznego poniewierania i dawania robić z siebie debila który ma być dyspozycyjny na każde pierdnięcie. Wyobraź sobie - masz umowę zlecenie czyli tak naprawdę to masz wielkie gówno - nie licz na wolne, przecież się nie należy, na premię też nie licz bo niby dlaczego miałbyś ją dostać? Może za to, że nie raz zapieprzasz za dwóch a usprawiedliwieniem tego jest stwierdzenie - "Ona ma za to zapłacone". Kto ma zapłacone? A pracownicy na etacie to nie mają zapłacone? Jeśli więc mają to dlaczego zwalają swoją robotę na pracownika będącego na umowie zlecenie?
Bo co, bo tak jest wygodniej. Miło tak się kimś wysługiwać bo ma się świadomość, że tej osobie zależy i będzie zapierniczać byle tylko nikt się o nic nie przyczepił, bo to mogłoby skutkować zwolnieniem albo nie przedłużeniem/podpisaniem kolejnej umowy. Ale koniec tego burdelu. Szukam innej pracy. Nie będę się bać, będzie dobrze, nie ja jedna szukam roboty. Jakoś żyć trzeba ale przede wszystkim trzeba żyć po ludzku, w spokoju i w normalnym środowisku.
 

 
Papierosowe szaleństwo tak bym to opisała. Nowy etap można by rzec. Nie, nie palę, broń boziu. Szaleństwem nazywam to co się wokół papierosów wyprawia ostatnimi czasy w mojej głowie. Czuję smród. Wszędzie gdzie ktoś pali albo palił i nie daj zostawił peta czuję ten smród. W pracy za drzwiami też to czuję. Zamykam okna. Na przystankach. W autobusach i tramwajach. W tłumie też wyczuję palacza. To chyba kara za wiele lat zasmradzania innym nie-palaczom przestrzeni. I to nie jest taki smród jaki pamiętam wydawał mi się wtedy kiedy jeszcze nie zaczęłam palić. To jest sto razy gorszy odór niż ten "zapaszek" który pamiętam zanim sama zaczęłam kopcić jak wściekła. Masakra. Szaleństwo z jeszcze innego powodu. Minęło ponad trzy miesiące odkąd nie palę. Teraz czekam. Czekam na kryzys i to jest dopiero szaleństwo. Boję się, że poczuję się zbyt pewnie i gdzieś kiedyś się złamię. Nie chcę tego, bo nawet takie chwilowe, zdarzające się bardzo rzadko chęci w stylu "a, tu bym sobie mogła zapalić" czy "zapaliłoby się akurat teraz" to już nie dokładnie to samo co na początku ciągłe myślenie "PALIĆ!". Podobno po iluś miesiącach przychodzi straszna chęć i wtedy trzeba się bardzo pilnować i przygotować, że taki moment się prawdopodobnie pojawi. Nie musi, ale u większości tak się właśnie dzieje i stąd te przypadki expalaczy co po roku wrócili do tego shitu. Mam znajomą która po 15 latach znów zaczęła palić... to okropne i to chyba przez to mam teraz taką hmm obawę i ciągle myślę kiedy to do mnie przyjdzie żebym była przygotowana i nie zaprzepaściła tego do czego doszłam trudną drogą. Ale myślę pozytywnie, będzie dobrze bo innej opcji nie przyjmuję do wiadomości : )
 

 
Koniec weekendu jak zwykle za szybko, za szybko... Nie byłam na zajęciach, musiałam odpocząć, spędzić czas tak jak potrzebowałam. Spotkałam się z moją przyjaciółką, tyle czasu się nie widziałyśmy i teraz pewnie znów minie bardzo bardzo wiele dni zanim znów się zobaczymy. Jest trudniej kiedy nie można spędzać czasu razem tak jak kiedyś ale za pewien czas to się zmieni, są plany, obecnie dopiero zarys ale będziemy działać.
Od kwietnia planuję zapisać się na niemiecki, jeszcze nie wiem jak mi to wyjdzie bo zastanawiam się nad doborem nauczyciela ale to jedno z moich postanowień na 2015. Wiele lat w szkole miałam niemiecki a angielski o wiele krócej z czego i tak właściwie niewiele nowego się nie dowiedziałam (bo uczyłam się na własną rękę) a prawda jest taka, że z niemieckiego prawie nic nie pamiętam a z angielskim nie ma problemu, wiadomo, nie rozmawiam codziennie po angielsku ale zapewniam sobie kontakt z językiem każdego dnia, miałam i nadal mam wielką motywację i chęć nauki angielskiego, jak mówią niektórzy nauczyciele, że jeśli człowiek zakocha się w danym języku, będzie się nim otaczał i myśląc o nim odczuwał pozytywne emocje to będzie o wiele efektywniej przyswajał nowy materiał i szybciej się uczył - to prawda. Niemiecki zawsze mi się podobał a będąc w gimnazjum miałam wielką faze na naukę tego języka i żałuję, że później przez wiele lat nieużywania pozapominałam. Nie ma się co mazgolić tylko wykorzystać tę dobrą energię i chęć do pracy, do tego by się rozwijać.
Jutro do roboty, szczerze mówiąc to postanowienie by zdystansować się do tego całego bałaganu i wszechobecnej spychologii plus plot i innych tego typu niezdrowych pierdoł było bardzo dobrym pomysłem. Trzeba cenić swoje nerwy i nie szargać ich na byle co. Spokój jest megaważny i nie warto go zakłócać bzdetami. Uśmiech i pozytywne myślenie jest bardzo pomocne a dodatkowo to ogromna bariera ochronna przed negatywnymi emocjami innych ludzi. Robić swoje i do przodu bez babrania się w niepotrzebnych rzeczach.
 

 
Dzisiaj taki fajny dzień. Szybko skończyłam pracę i byłam prędzej w domu ale i tak nie zrobiłam tego co zaplanowałam czyli porządków hee... Jutro na 8: 00 i muszę wstać chwilę po 6: 00 żeby zdążyć i do 16: 05 zajęcia hmm nie wiem czy wysiedzę ;]
Piątek trzynastego wcale nie był pechowy, miałam szczęście : )

Idzie wieczór i nachodzą mnie te nocne rozkminy... Każdy człowiek jest inny ale dlaczego tak trudno tę czyjąś inność zaakceptować jeśli jest tak bardzo różna od naszej? Wbrew oczekiwaniom pewnych osób, bliskich osób nie robię tego co w ich przekonaniu byłoby dla mnie dobre. Uważam, że entuzjazm jest bardzo ważną rzeczą i popycha nas do wspaniałych działań. Uważam, że trzeba pielęgnować w sobie radość którą każdego dnia przeciwności starają się nam odebrać. Chcę zawsze umieć cieszyć się wydawałoby się małymi rzeczami bo one rozjaśniają naszą codzienność i sprawiają, że życie nie jest szare i ponure. Czuję przypływ energii i taki spokój połączony z przeświadczeniem, że wszystko będzie dobrze. Już dawno, bardzo dawno tego nie czułam i cieszę się, że ta energia wróciła.
 

 
Jest późno, zmęczona zaległam przed komputerem chyba tylko po to żeby wytracić resztki swojej energii Tydzień się jeszcze nie skończył a ja już mam dość hehe. Nie, nie powiem żeby było tragicznie, jestem wręcz zdziwiona swoim poziomem entuzjazmu i to chyba dzięki temu daję radę w pracy i trzymam się postanowienia - z dala od negatywnej energii czyli od wszelakich plot i zrzędzenia. To męczy i przeszkadza. Po co to komu? Wolę zająć się dobrymi, pożytecznymi sprawami.
Na weekend szkoła, trzeba się będzie zmusić i pójść bo nie chcę mieć później problemów z frekwencją a dwa zjazdy już sobie odpuściłam więc nie ma zmiłuj. Jutro muszę posprzątać mój mega burdello w pokoju bo w sobotę nie będę miała na to czasu - szkoła a później przyjeżdża przyjaciółka i to tylko na sobotę bo wieczorem już wraca i znów pewnie nie będziemy się długo widzieć aż do następnego przyjazdu do PL
Muszę kupić mamie prezent na urodziny. Chyba nie będę kombinować i kupię jej po prostu kwiatka. W doniczce. Frezje o ile dostanę bo nie bardzo się orientuję czy są one ogólnodostępne w kwiaciarni czy są to tylko wyjątkowo wypielęgnowane okazy dostępne na giełdach kwiatowych. Na ogół widziałam cięte a jakoś w doniczkach nie rzuciły mi się w oczy hmm będę szukać. Mama bardzo lubi kwiaty i chyba mam to po niej bo też zawsze się cieszę jak w prezencie dostanę kwiatka którego później mogę pielęgnować
Koniec tego pisanego monologu idę zająć się czymś innym :>
 

 
Muszę to upamiętnić, tutaj też! Ogłaszam wszem i wobec, że dzisiaj stuknęło mi 100 dni bez papierosa Cieszę się niezmiernie, kto rzucał ten zna tę radość Niby to nic takiego, po prostu nie palę ale pamiętam jak trudne były początki i jestem szczęśliwa, że trzymałam się postanowienia i przetrwałam tamten czas. Mam czasami głupie sny, na przykład dzisiaj... śniło mi się, że skoro wytrzymałam tę 100wę bez fajek to sobie zapale, a co mi tam... Obudziłam się i odetchnęłam z ulgą, poczułam się tak jakby udało mi się cofnąć czas

Mojego entuzjazmu nie zdusi nawet fakt, że jutro do pracy... a było tak pięknie, tyyyle wolnego. Na odstresowanie będę oglądać komedie do późna a rano ponarzekam sobie żem niewyspana
 

 
Nie chcę wracać do pracy
Tak miło jest mieć czas dla siebie. Ten spokój... Nie chcę znów tych wszystkich nerwów, nieprzyjaznych spojrzeń i krzywych min Dlaczego tak ciężko jest wykrzesać z siebie odrobinę sympatii dla innych? Przecież wtedy wszystkim żyłoby się lepiej...

Trudno, żyć za coś trzeba a więc praca to mus hmm no chyba, że wygram kiedyś w totka ale na to nie liczę bo nie gram i nie zamierzam przynajmniej zaoszczędzę sobie stresu związanego z wyczekiwaniem tej wielkiej wygranej >
 

 
Przyjdź na chwilę tak po prostu bez zastanowienia
nie myśl co będzie dalej po co to teraz
czas mija nieubłaganie i na każdym odciska jakiś ślad
więc dość już kontemplacji jutra
i czas najwyższy zająć się tym co teraz

Dlaczego mam uważać że nie wolno czy nie wypada
bo to oklepane i banalne było już tyle razy
ale cóż w tym dziwnego przecież wszyscy jesteśmy tylko ludźmi
każdy oddycha i ta czynność nie nazywana jest banałem
więc skoro każdy ma serce
potrzeba bliskości nie powinna wprowadzać w zakłopotanie
z drugiej strony patrząc skoro każdego na nią stać
powszednieje
a więc może tłumaczyć jej wyjątkowość niezdolnością każdego do jej odczuwania?
 

 
Jak tam pinger jakaś poprawa czy nadal karmi się wpisami jego użytkowników? Zobaczymy... >

Papierowe pamiętniki wyszły z mody a ja ostatnio znalazłam mój granatowy zeszyt w twardej okładce z pomarańczowym hipopotamem. Co się naśmiałam to moje ale i jakaś głupia łza w oku się pojawiła. Łza głupia czy może ja sama... Nieważne. Cofnęłam się w czasie i znów miałam 13, 14 i 15 lat. Naprawdę byłam w ciężkim szoku bo zapomniałam już o wielu sprawach. To znaczy... nie zapomniałam, po prostu siedziały one gdzieś głęboko i nie zajmowałam się nimi teraz, na co dzień. Jednak dzieciństwo to dzieciństwo, te lata kiedy ma się naście lat są takie na swój sposób (szukam odpowiedniego słowa)... niewinne. Rozumienie i wiara w to, że będzie tak i tak, że czarne jest czarne a białe białe... Matko, jakie to było piękne. I chyba to, że tak bardzo w to wierzyłam najbardziej mnie w tym całym wspominaniu wzruszyło i rozczuliło.

Poza tym przypomniałam sobie o pasjach których rozwijanie już dawno zarzuciłam a co naprawdę sprawiało mi radość i przynosiło spokój. Przypomniałam sobie jak bardzo kocham niemiecki i postanowiłam znów rozpocząć naukę tego języka. Tak bardzo lubiłam uczyć się go ale jednak te 10 lat przerwy i nieużywania... Wracam do podstaw ale za to z wielkim entuzjazmem i zapałem. Nie muszę ale chcę się rozwijać i uczyć tego co lubię. Nie mam takiej potrzeby czy przymusu by uczyć się niemieckiego ale zawsze mi na tym zależało, będąc w szkole był to obowiązek ale już wtedy bardzo to lubiłam tylko nie do końca zdawałam sobie sprawę jak efektywnie się uczyć a w tej chwili oczywiście nie jestem ekspertem ale z pewnością mam większe doświadczenie i wiedzę jak się do tego zabrać, żeby to miało ręce i nogi.

Czuję, że 2015 rok będzie dobrym rokiem, na pewno będę się starać żeby tak właśnie było. Chcę dążyć do realizacji swoich celów, już udało mi się rzucić palenie a na tym mi baaardzo zależało. I tak, WSPANIALE JEST NIE PALIĆ. Najważniejsza jest dobra motywacja. W tym roku, nie zapaliłam ani jednego papierosa i nie chcę tego już zmieniać. Mój licznik dni bez papierocha pokazuje mi 87. Jest piękniej bez fajek i nie cuchniesz jadąc autobusem... Ja wiem, zdrowie i pieniądze to najczęstsze powody dla których mówimy "koniec palenia!" ale szczerze to bardzo rzadko działa. Przynajmniej na mnie to nie podziałało tak jakbym sobie tego życzyła. Oczywiście mam świadomość okropnych chorób które mogą rozwinąć się przez palenie, zdaję sobie sprawę ile kasy puszczałam z dymem ale jednak tego nie widać tak od razu dlatego bywało, że się złamałam i paliłam mówiąc a co mi tam, trudno, jakoś to będzie... Wmawiałam sobie, że przecież są osoby które tyle lat palą a jakoś nie zachorowały a pieniądze e tam, przecież mogę kupować tytoń i będzie taniej. Mam teraz prawdziwą motywację, skuteczną. Nie chcę przyczyniać się do cierpienia zwierząt na których prowadzone były i niestety wciąż są testy szkodliwości tego świństwa jakim są papierosy. Zainteresowani bez problemu znajdą informacje o tym jak takie testy wyglądają a są okrutne i absolutnie NIE mające prawa istnienia a jednak przez ludzką głupotę i chęć trucia samych siebie zwierzęta poddawane są takiemu okrucieństwu. W imię czego? W imię ludzkiej głupoty i nieświadomości. Nie mamy prawa tego robić i wstyd mi, że paląc przyczyniałam się do tego procederu.

Myślę, że wrócę do pisania tutaj na blogu albo założę kolejnego. Wszystko zależy od tego czy będę miała taką potrzebę żeby pisać no i od tego czy pinger wyrazi chęć współpracy.
 

 
Pinger zżera posty serio? Myślałam, że po takim czasie już wszystko działa jak należy, naiwna.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.